Romantyczny wieczór, stolik w eleganckiej restauracji, bukiet kwiatów, starannie wyprasowana koszula i pewien mężczyzna, nerwowo oczekujący na przybycie swojej wybranki. To całe zdenerwowanie wydaje się być w pełni zrozumiałe. Pierwsza randka, pierwsze spotkanie, wszyscy chcą dobrze wypaść. Kluczową rolę jednak zaczyna odgrywać ciekawość. Jaka ona jest?

Z każdą minutą poziom emocji zaczyna narastać, serce bije coraz szybciej bo wybiła właśnie umówiona godzina. Aż nagle ktoś podchodzi do stolika. Piękna, długonoga blondynka o niebieskich oczach, ubrana w wieczorową suknię – WOW. Tyle na widok tak zjawiskowej partnerki był w stanie wydobyć z siebie mężczyzna. „Trafiony, zatopiony” – to chyba najlepszy komentarz. I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że dziewczynie towarzyszy… jej były narzeczony.

Jaki związek ma ta sytuacja z procesem sprzedaży mieszkania? Z pozoru pewnie niewielki, bo cóż może łączyć randkę z rynkiem nieruchomości. Tak naprawdę jednak w obu tych przypadkach należy przestrzegać pewnych reguł, które w konsekwencji pozwolą osiągnąć nam pełen sukces.

Mieszkanie na sprzedaż, czyli „panna na wydaniu”

Mieszkanie wystawione na sprzedaż bezpośrednio, porównać można do „panny na wydaniu”. Czy to w przypadku poszukiwania kandydata na męża, czy też kupca na mieszkanie, bardzo ważne jest wywarcie odpowiedniego wrażenia. Pierwsza randka oraz pierwsza wizyta w mieszkaniu to sytuacje pełne emocji. Warto jednak zadbać, aby emocje te były jak najlepsze. Co może nam w tym przeszkodzić? W pierwszym przypadku na pewno były narzeczony, siedzący tuż obok. W drugim zaś właściciele, którzy nie chcą opuścić mieszkania podczas dnia pokazowego.

Mieszkanie, które nie jest odpowiednio odpersonalizowane, zaczyna budzić wątpliwości klientów kupujących. Zamiast skupić się na tym, jak dobrze mogłoby się im w nim mieszkać, koncentrują się na życiu obecnych właścicieli. Efekt ten narasta, gdy obie strony spotykają się twarzą w twarz. Kupujący w pewnym stopniu mogą poczuć się jak intruzi na terytorium wroga. Obecność właścicieli wywołuje u nich niepotrzebny stres, dyskomfort i sprawia, że zaczyna brakować im odwagi do lepszego poznania nieruchomości.

Daj kupującemu komfort – zostaw go sam na sam z pośrednikiem

Jak może skończyć się spotkanie byłego i przyszłego narzeczonego? Przyjaciółmi raczej nie zostaną – prędzej dojdzie raczej do rękoczynów. Bezpośredni kontakt sprzedających i kupujących również prowadzi do niezręcznych sytuacji. Zazwyczaj czerwona lampka zapala się w momencie, gdy pada pytanie o negocjację ceny. Problemem są również nazbyt gościnni właściciele, czujący potrzebę aktywnego uczestnictwa w prezentacji mieszkania. Najczęściej robią to nieświadomie, natomiast w konsekwencji kupujący mogą poczuć się przytłoczeni całą masą informacji o pojemności szafek kuchennych czy ultra wytrzymałym na ścieranie parkiecie w salonie.

Czasem nawet sama obecność właścicieli potrafi zabrać całą przyjemność oglądania mieszkania. Natomiast w momencie, gdy prezentacja prowadzona jest przez odpowiednio przygotowanego doradcę, klienci kupujący mają ten komfort, że sami, bez większego skrępowania mogą dokładnie ocenić, na ile dana nieruchomość odzwierciedla ich oczekiwania, a nawet marzenia. W razie jakichkolwiek wątpliwości zawsze mogą jednak poprosić o pomoc pośrednika, który w sposób obiektywny dopełni całość prezentacji odpowiadając na kluczowe pytania.

Nie zepsuj tego pierwszego razu

Pierwsza wizyta w mieszkaniu powinna sprawić jak najwięcej radości kupującym. Warto jednak pamiętać, że są oni zainteresowani nieruchomością przeznaczoną na sprzedaż, a nie taką w której ktoś mieszka. Odróżnienie tych dwóch kategorii wydaje się być kluczowe w całym procesie sprzedaży nieruchomości. Wszystkie zabiegi związane z przygotowaniem oferty w dużej mierze ukierunkowane są na stworzenie wyjątkowego i niepowtarzalnego wizerunku mieszkania. Mieszkania, które czeka na NOWYCH właścicieli. Kupujący, umawiając się na dzień pokazowy, są odpowiedzią właśnie na ten niepowtarzalny charakter mieszkania. I teraz pytanie – dlaczego w kulminacyjnym momencie, czyli podczas prezentacji mamy pozwolić, aby wizerunek ten został brutalnie rozszarpany? Obecność aktualnych właścicieli sprawia, że tego typu scenariusz jest nieunikniony. Oczywiście może zdarzyć się, że ta sytuacja finalnie nie będzie miała wpływu na decyzję kupujących, jednak po co ryzykować?

Nie pozwól pannie się zestarzeć

Na sam koniec wróćmy jeszcze do opisanej wcześniej randki. Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie pozytywny efekt takiego spotkania? Wątpliwe. Konsternacja, dodatkowy stres, totalny brak swobody, narastający dystans. Komu to potrzebne? Analogicznie sytuacja wygląda w momencie, gdy w trakcie prezentacji po mieszkaniu kręcą się obecni właściciele. Do czego to prowadzi? Do wykruszenia potencjalnie zainteresowanej grupy kupców. Tym samym “panna na wydaniu” stopniowo zaczyna zamieniać się w starą pannę…