O siedlisku na sprzedaż usłyszałam jesienią od p. Kasi, która przyjechała do mnie na prezentację innego domu. Ten dom bardzo jej się podobał i nawet chciała go kupić, tylko… nie miała jeszcze pieniędzy. Sprzedaż siedliska miała się sfinalizować lada dzień, a pieniądze z jego sprzedaży miały posłużyć do zakupu nowego domu. W tym czasie upatrzony dom został sprzedany.

Wiosenny krajobraz niesielankowy

Kiedy zadzwoniłam do p. Kasi kolejny raz, okazało się, że transakcja w ogóle nie doszła do skutku. Zaproponowałam pomoc przy sprzedaży siedliska. Umowę podpisaliśmy wiosną. Stare siedlisko w otoczeniu 7ha ziemi rolnej wyglądało bardzo malowniczo. Z bliska jednak rzeczywistość prezentowała się bardziej prozaicznie. Dom z częściowo rozpoczętym remontem stał niezamieszkały przez kilka lat, a grunty rolne dawno nie były kultywowane. Stary budynek oczywiście nie posiadał projektu, ani dokumentów oddania do użytkowania. W księdze wieczystej widniały zapisy o służebności osobistej dla osoby, która podobno nie żyła już od lat oraz wpis do hipoteki na kwotę 96gr, którymi zaskoczyłam nawet właścicielkę. Ponadto, stodoła była kryta eternitem, a na terenie nieruchomości wykopano dwa stawy – oczywiście bez uzgodnienia z gminą i zmiany klasoużytku. Na obszarze, na którym znajdowało się siedlisko, gmina ustaliła możliwość wybudowania elektrowni wiatrowej. To wszystko nie brzmiało zachęcająco, a budynki powoli rozkradane przez zbieraczy złomu chyliły się ku smutnemu upadkowi.

Lato, czyli marzenia sprowadzone na ziemię

Odpowiednio wykonane zdjęcia, rzuty pomieszczeń, dokładny opis, promocja oferty i …hura! Pierwsi klienci. A potem następni. I kolejni.  Prezentacje odbywały się przez całe lato, ale poza przebywaniem na świeżym powietrzu, korzyści znikome. „Pani Moniko, ładnie tu. To miejsce ma klimat” – mówili klienci. Wielu z nich oglądało filmy o radykalnej zmianie stylu życia i przeprowadzce na sielskie łono natury i zapragnęło osobiście doświadczyć takiego eksperymentu. Jednak po bliższych oględzinach okazywało się, że dom to jednak duży budynek, w stropie nadal jest słoma z gliną, w dachu wełnę wygryzły kuny, a pod sufitem wisi gniazdo szerszeni – ogrom prac związanych z odbudową siedliska sprowadzał ich na ziemię.

Jesienna słota

Jesienią, kiedy kolejny klient nie był już w stanie dojechać do budynków ze względu na rozjechaną przez deszcz i ciężki sprzęt rolniczy drogę, przyszedł czas na zmianę ceny. Została ona zmieniona zgodnie z ustaleniami na początku umowy, ale dociekliwi klienci donosili o innych problemach. Budynki stały na samej granicy działki i tuż pod ich oknami rozpoczynały się pola innego rolnika. Właściciel sąsiadującej bezpośrednio z domem działki to człowiek wykupujący obszary graniczące z jego terenem przez podstawionych ludzi i nie dbający o relacje dobrosąsiedzkie. Dodatkowo pojawiały się już informacje o zmianie ustawy dotyczącej sprzedaży ziemi rolnej.

Jesień jednak złota?

Mimo wszystko pojawił się klient zainteresowany nieruchomością, świadomy wszystkich jej wad oraz zalet i posiadający dość realny pomysł na jej zagospodarowanie. Cena i inne warunki sprzedaży zostały przeze mnie wynegocjowane i ustalone z obiema stronami. Przyszło do zebrania dokumentów do aktu notarialnego. I tu zaczęły się problemy. Okazało się, że pomimo mojego uprzedzenia, klientka nie zajęła się sprostowaniem zapisów w księdze wieczystej. Zapis o służebności osobistej dotyczył osoby już nie żyjącej, a na dodatek nie pochodzącej z rodziny sprzedającej. Kto wyda teraz stosowne dokumenty osobie niespokrewnionej ze zmarłą? Hipoteka natomiast zapisana była w banku, który już nie istnieje. Kto przejął jego wierzycieli? Kto wyda stosowne zaświadczenia?

Zimowe ocieplenie

Klient kupujący zaczyna się denerwować i jest obawa, że się wycofa – w końcu nikt nie kupuje takiego siedliska, bo musi. „Pani Moniko – co teraz?” – pyta pani Kasia. „Teraz trzeba poruszyć niebo i ziemię, żeby zdążyć przed zimą.” Konsultacje z notariuszami, wizyty w wydziale ksiąg wieczystych i gminie – na szczęście nasz dział finalizacji potrafi zaradzić i w takich przypadkach. Moim zadaniem było przekonanie kupującego, że wszystko na czas zostanie przygotowane – żeby nie zrezygnował z zakupu. Ostatecznie sfinalizowaliśmy transakcję z satysfakcją dla obu stron. A dla pani Kasi znalazłam odpowiedni dom – za pieniądze uzyskane ze sprzedaży siedliska. Taka historia to prawie rok pracy. Niestety perspektywy dla siedlisk nie są najlepsze – prace nad nową ustawą dotyczącą sprzedaży ziemi rolnej trwają. Nikt nie wie, jak będzie wyglądały ostateczne zapisy i praktyka.