Nie ma w naszym kraju drugiego takiego miasta jak Łódź. Miasta niezwykle skrajnego, budzącego wiele zachwytów i jeszcze więcej kontrowersji. Przez jednych kochana, przez drugich wyśmiewana. Łódź była, jest i pewnie zawsze już będzie inna niż wszyscy. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę z czego tak naprawdę owa inność wynika, i dlaczego zawsze do tej pory inne znaczyło gorsze…

Nie da się ukryć, że wizerunek Łodzi jako miasta nie jest najlepszy. W ostatnim czasie szumu w tej kwestii narobił m.in. Bogusław Linda nazywając ją „miastem meneli”. Nie jest to jednak przypadek odosobniony, wiele było już tego typu medialnych rewelacji. I oczywiście, szare, obdrapane kamienice oraz opustoszałe fabryki chluby miastu nie przynoszą, jednak Łódź nawet w latach swojej świetności musiała bronić się przed atakami.

Miasto nie na miejscu

Łódź od zawsze uznawana była jako miasto nie na miejscu. Przez lata nikt nie spodziewał się, że coś istotnego może się w tej części Polski wydarzyć, nie było bowiem ku temu odpowiednich warunków. Jeszcze 200 lat temu tutejszy krajobraz jawił się jako totalna puszcza. Jak się jednak okazało, ogromny zasób drewna, a także liczne cieki wodne stanowiły świetny potencjał do powstania przemysłów lekkich.

Rozwój Łodzi nie mieścił się jednak w ideologicznych ramach tradycji Polskiej tamtych czasów. Walka o niepodległość, epoka romantyzmu, zachwyt nad poezją Mickiewicza, to była wówczas definicja polskości. Przemysł tak naprawdę mało kogo interesował, elity uznawały to raczej jako sezonową modę, a społeczeństwo polskie za jedyne źródło bogactwa ciągle uważało jeszcze prace na roli. Taka postawa przyczyniła się do powstania miasta wielokulturowego. Łódź stała się bowiem celem imigrantów ekonomicznych z różnych stron Europy, najliczniejszą nację stanowili jednak Niemcy i Żydzi.

Łódź zaczyna odpływać   

Miasto stawało się coraz bardziej obce pod względem ideologicznym, kulturowym, gospodarczym, dlatego też niechęć z zewnątrz narastała. Nie da się jednak nie zauważyć, że mimo wszechobecnej dyskryminacji miasto odniosło ogromny sukces. Łódzcy fabrykanci zbudowali tutaj prawdziwe, włókiennicze imperium, a liczba ludności w trochę ponad 100 lat wzrosła od 1 do 600 tysięcy. Historia XIX-wiecznej Łodzi oceniana może być jako swoisty „american dream”. Miasto biznesu, interesów, ogromnych awansów społecznych. Skala rewolucji przemysłowej, jaka się tutaj dokonała uplasowała Łódź w trójce najszybciej rozwijających się aglomeracji, zaraz za Chicago i Tokio.

Zła prasa

Sukces jednych to rzecz jasna powód do zazdrości dla drugich. Nie inaczej było
w przypadku Łodzi. Głównym hejterem tamtych czasów była Warszawa, która ze względu na bliskie położenie panicznie Łodzi się bała. Wrogość dominowała zwłaszcza
w opiniotwórczych kręgach. „Warszawka” wiedziała bowiem, że pozycja ich miasta z czasem może stać się zagrożona. Dlatego też komentarze, że Łódź jest siedliskiem niemczyzny,
a naród polski jest wyzyskiwany były w tamtych czasach wszechobecne. Łódź oceniana była również jako stolica oszustwa i nadużyć, mieszkańcom zarzucano też brak poczucia ideałów społecznych i zbyt wielką uległość dla przybyszów. Nawet sam Władysław Reymont opisując Łódź w Ziemi Obiecanej pokazał ją jako ponure, przemysłowe miasto, w którym rządzą pieniądz i kapitalizm.

Upadek

Potęga Łodzi zakończyła się jednak wraz z wybuchem II wojny światowej. Żydowscy fabrykanci zostali wywiezieni do obozów, niemieccy uciekli do ojczyzny, cały ich majątek został zawłaszczony. Mogłoby się wydawać, że Łódź miała jednak trochę szczęścia. W mieście nie toczyły się poważniejsze działania wojenne, stąd też architektonicznie praktycznie nie ucierpiała. Wille, pałace, kamienice, fabryki, wszystko to pozostało niemal w nienaruszonym stanie. Niestety jak się później okazało szczęście to było jedynie pozorne.

Czasy komunizmu zapisały się w historii Łodzi jako czarny rozdział. Dla nowych władz przeszłość miasta była bardzo niewygodna. Gospodarka centralnie sterowana nie mogła mieć nic wspólnego z ideą kapitalizmu, dlatego też wszystkie zakłady zostały brutalnie znacjonalizowane. Dodatkowo niejako za karę miasto było przez rządzących konsekwentnie pomijane pod względem wszelakich inwestycji. W czasach PRL opinia o Łodzi jako mieście brzydkim została jeszcze bardziej zakorzeniona w społeczeństwie.

Popadające w ruinę zakłady włókiennicze, marniejące w oczach fabrykanckie pałace, niszczejące drogi i ulice. Tak wyglądała tutaj druga połowa XX wieku. Wszystkie pieniądze z budżetu państwa przeznaczone były na odbudowę Warszawy, Wrocławia, Gdańska. Łódź za to pracowała na innych, mimo to i tak mało kto ją szanował.

I wydawać by się mogło, że oto właśnie miasto osiągnęło dno… Niestety najgorsze dopiero nadeszło. Transformacja systemowa sprawiła, że główny rynek zbytu tkanin jakim była Rosja po prostu się od Polski odciął. Praktycznie z dnia na dzień pracę stracili wszyscy pracownicy fabryk, czyli ponad 100 tysięcy osób. Oczywiście przekształcenia gospodarcze dotknęły całą Polskę, Łódź jednak stała się wówczas miastem trzeciej kategorii.

Nowy rozdział

W swoim rozwoju Łódź przeszła tak naprawdę dwie drogi. Pierwsza, od pucybuta do milionera wyniosła miasto na piedestał. Druga, czyli drastyczne popadanie w ruinę zaszufladkowała Łódź na wiele lat. W takiej skali chyba jedynie Detroit przeżyło podobny upadek. Ważne jednak jest to, aby wiedzieć jak się po takim upadku podnieść. Od niedawna miasto zaczęło pisać kolejny rozdział swojej wyjątkowej historii. I kto wie, może za kilka lat wszyscy przestaną traktować Łódź jak brzydkie kaczątko na mapie Polski i docenią drzemiący w niej potencjał.

Sprawdź poprzednie części cyklu:
Jak feniks z popiołów, czyli rewitalizacja Łodzi – cz. 1